czwartek, 28 lutego 2013
#3: wschód Słońca.
Uwielbiam wschody słońca. Uwielbiam budzić się rano, i patrzeć przez okno, a jeszcze bardziej, gdy wschód rozpoczyna mój dzień i witam go, wychodząc gotowy z domu. Powietrze smakuje lepiej, a sam widok nieba napawa mnie spokojem i nadzieją na to, że czeka mnie coś nowego. A potem ten świt znika, by pojawić się znowu. Chciałbym tak pojawiać się znikąd i wracać, kiedy trzeba, by być zawsze tym wymaganym i pożądanym dla konkretnego celu. Powoli zaczynam brać się za swoją skórę, jak należy. By zniknąć, i wrócić.
środa, 27 lutego 2013
#2: lustra lubią mówić prawdę.
Nienawidzę momentów, kiedy staję przed lustrem i zaczynam nienawidzić... samego siebie. Wyrzucam sobie wtedy milion rzeczy, które mnie niszczą i staram się uciekać przed sam nie wiem czym. Sobą. Nie wiem, czy to była dobra decyzja. Czy czas, który fundowałem sobie ostatnio, był dla mnie dobry. Na pewno pracowity, na pewno pokazujący wiele nowych perspektyw, zwłaszcza w muzyce, ale dzisiaj staję znów przed lustrem i tym razem chcę spojrzeć tylko na siebie. I, tak bez ogródek, krzyknąć w twarz wszystkie te słowa, które powinienem nosić na ustach. Od chwili, kiedy zgubiłem sam siebie. Dziś wracam, i jestem zadowolony. Wracam i patrzę inaczej na to, co jest ze mną, co dzieje się w okół. W końcu, na to, co sam chcę sobą prezentować. Wrażliwość noszę w sobie nieziemską, przed nią kalam się najmocniej, przed nią chcę uciec. Po co? Czyż nie byłem prawdziwy wtedy, kiedy chciałem i potrafiłem głośno mówić o tym, co czuję? Do tego chcę wrócić, do tego czasu. Nie wiecie nawet, jak cieszę się mocno z tego, że to w końcu zrobiłem. Czy robię, bo przecież cały czas wygrzebuję siebie na sam wierzch. Niech się dzieje, show trwa dalej.
wtorek, 26 lutego 2013
#1: zebrałem się.
Długo, a jeszcze dłużej walczyłem sam ze sobą, czy chcę znów pisać. Tyle myśli kłębi się we mnie, tyle gorzkich słów mam w sobie do siebie, czy do tego co mnie otacza, ale nie chcę specjalnie zawracać głowy bzdurami. Chcę, tak jak kiedyś - po prostu pisać. Dawno nie czułem w sobie tej chwili i jej powagi, która dawałaby mi pewność i wiarę w siebie i w swoje słowa, jak ta jedna, która w sumie już dawno minęła. Zaczynam więc, ponownie.
Jest tyle rzeczy, tyle spraw, na które wciąż szukam odpowiedzi. I mimo, że na wiele z nich je znajduję, wszystko wciąż zdaje się mnie zaskakiwać, choć nie daję się już podejść. Troszkę za duży jestem, by dawać się łatwo wodzić za nos. Ludziom, uczuciom, wydarzeniom. Tak oto, jakoś dobrze mi z tym, że jestem samotnym, młodym facetem, który lubi pałętać się sam niemal wszędzie, a miejsce obok ma zawsze puste, i jakoś nie zapowiada się na zmiany. Chociaż, nie ukrywam, chciałbym móc się zaskoczyć, zauroczyć kimś, choć tylko pod jednym warunkiem - że ta osoba również będzie odczuwała to samo. Mam dość oczekiwania na ludzi, liczenia na to, że okażę się być ciekawym wyborem. Skoro nie można go jakoś określić, po co się męczyć? Robię przecież swoje. Pracuję, na karku mam pięć kapel, z którymi tworzę i gram, a jedyną rzeczą, jaką wymagam jest to, bym mógł się poczuć troszkę potrzebnym dla kogoś. W sumie, zostawmy kwestię serca i uczuć na bok. O tym można pisać naprawdę dużo i wiele, tylko po co, kiedy do tej pory mógłbym wszystko określić prosty - "cóż". Bawmy się sobą, bawmy się życiem, charakterem, muzyką, pięknem emocji, odczuć, szaleństwa. Tak jakbym troszkę chciał dać sobie więcej oddechu, pola do manewru, nie narzucać sobie tyle dziwnych restrykcji w główce, wrócić sobie na twarz względny uśmiech i móc dać się komuś porwać do tańca. Troszkę beztroski. Ostatni czas był dla mnie, niestety, zbyt dużym ciężarem, więc w końcu musiało się to na mnie odbić, ale jestem optymistą w spojrzeniu na przyszłość. Troszkę się odkuję z pieniędzmi, troszkę ze sprzętem, nadal mam przy sobie scenę i muzykę z jakimś tam rozwojem, więc pora i na mnie, bym mógł troszkę być tym weselszym facetem. Mam spory bagaż doświadczeń, których chcę używać, wprowadzać je i sprawdzać w życiu codziennym. W końcu, jakoś je zweryfikować. Mogę przecież wszystko, prawda? Mimo tego, że ludzka zawiść zawsze wisi w powietrzu, nie chcę się poddawać i ulegać. Więc tym słowem na początek, chciałbym powitać tu każdego, kto zostanie choć na chwilę. Będzie troszkę gorzko, troszkę prawdziwie, troszkę po mojemu. W końcu wróciłem do pisania.
Jest tyle rzeczy, tyle spraw, na które wciąż szukam odpowiedzi. I mimo, że na wiele z nich je znajduję, wszystko wciąż zdaje się mnie zaskakiwać, choć nie daję się już podejść. Troszkę za duży jestem, by dawać się łatwo wodzić za nos. Ludziom, uczuciom, wydarzeniom. Tak oto, jakoś dobrze mi z tym, że jestem samotnym, młodym facetem, który lubi pałętać się sam niemal wszędzie, a miejsce obok ma zawsze puste, i jakoś nie zapowiada się na zmiany. Chociaż, nie ukrywam, chciałbym móc się zaskoczyć, zauroczyć kimś, choć tylko pod jednym warunkiem - że ta osoba również będzie odczuwała to samo. Mam dość oczekiwania na ludzi, liczenia na to, że okażę się być ciekawym wyborem. Skoro nie można go jakoś określić, po co się męczyć? Robię przecież swoje. Pracuję, na karku mam pięć kapel, z którymi tworzę i gram, a jedyną rzeczą, jaką wymagam jest to, bym mógł się poczuć troszkę potrzebnym dla kogoś. W sumie, zostawmy kwestię serca i uczuć na bok. O tym można pisać naprawdę dużo i wiele, tylko po co, kiedy do tej pory mógłbym wszystko określić prosty - "cóż". Bawmy się sobą, bawmy się życiem, charakterem, muzyką, pięknem emocji, odczuć, szaleństwa. Tak jakbym troszkę chciał dać sobie więcej oddechu, pola do manewru, nie narzucać sobie tyle dziwnych restrykcji w główce, wrócić sobie na twarz względny uśmiech i móc dać się komuś porwać do tańca. Troszkę beztroski. Ostatni czas był dla mnie, niestety, zbyt dużym ciężarem, więc w końcu musiało się to na mnie odbić, ale jestem optymistą w spojrzeniu na przyszłość. Troszkę się odkuję z pieniędzmi, troszkę ze sprzętem, nadal mam przy sobie scenę i muzykę z jakimś tam rozwojem, więc pora i na mnie, bym mógł troszkę być tym weselszym facetem. Mam spory bagaż doświadczeń, których chcę używać, wprowadzać je i sprawdzać w życiu codziennym. W końcu, jakoś je zweryfikować. Mogę przecież wszystko, prawda? Mimo tego, że ludzka zawiść zawsze wisi w powietrzu, nie chcę się poddawać i ulegać. Więc tym słowem na początek, chciałbym powitać tu każdego, kto zostanie choć na chwilę. Będzie troszkę gorzko, troszkę prawdziwie, troszkę po mojemu. W końcu wróciłem do pisania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)