poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Keep moving forward.
A ja wciąż idę do przodu. Nadal sam, choć i tak wszystko polega na zwyczajnym omijaniu siebie na ulicy. Widzę na sobie kolejny, nic nie znaczący uśmiech jakiejś dziewczyny w autobusie, zmieszanie w jej oczach i dalszą pustkę. Co raz mocniej widzę, jak dzisiejsze czasy zmieniają ludzi w maszyny obojętności. Swego czasu wprowadziłem w życie nagabywanie przypadkowych osób na ulicy. "Cześć, co słychać"? I pustka. Ogólne zmieszanie i zdziwienie. Choć nie oni są zdziwieni, to bardziej ja się zaskakuję tym, jak bardzo jesteśmy od siebie oddaleni. Kolejny skromny rzut okiem dziewczyny w moją stronę, czy aby na pewno wolę spojrzeć na nią, czy na dwie rozchichotane dziewczyny, które raz po raz patrzą w moją stronę. Zawsze wolałem widok spokojniejszych ludzi, którzy nie mają problemów egzystencjalnych w stylu "patrz, jaki jestem zajebisty". Nigdy tego nie lubiłem. Wracając do tematu, Francuzi zawsze robili mi tym solidne ruchanie mózgu, gdy siedząca na przeciw mnie dziewczyna w metrze rozmawiała ze mną, jakby znała mnie całe życie. I to bardzo naturalna rozmowa, bogata we wszystko, co powinna zawierać - szczerość, konkrety, kokieterię, luz. Może to właśnie zrobiło na mnie wrażenie? Ta bezinteresowność w kontakcie. Ta pewność, że pierwszy kontakt służy do zbudowania emocjonalnego "to ja, nie bój się mnie". To jest nasz polski problem - nie potrafimy ze sobą rozmawiać, a w efekcie poznawać się. Łatwiej jest namówić drugą osobę na pieprzenie się po kątach, aniżeli odbyć z takową choćby krótką, a treściwą rozmowę. I tu nie chodzi o swoje bezpieczeństwo. Strach przed nową osobą? Proszę Was. Choć jeśli mam być szczery, cieszę się cholernie, że dopiero teraz nauczyłem się rozmawiać i poznawać Serce na nowo, bo dopiero teraz widzę, jak ślepy byłem pewien czas temu. Autobus, jak zawsze mknie w ciszy wśród pasażerów do celu, ja z zeszytem na kolanach, reszta wpatrzona w swoje myśli, cóż - przyzwyczaiłem się. Ostatni raz swój wzrok zawiesiła na mnie dziewczyna, która bacznie starała się kupić moją uwagę. To dobrze, teraz przynajmniej się uśmiechnie, kiedy będzie wychodzić - odpowiem tym samym. I tym samym zacznę kiedyś z nią rozmowę, o ile w ogóle ją spotkam, a tym bardziej uda mi się namówić ją na spokojną gadkę. Bywa.
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Mer de Noms
Czasem zdarzają się rzeczy, na które nie mamy wpływu, albo nawet jeśli w nich tkwimy - sami nie wiemy co przyniesie nam czas. Cała przyjemność z tej gry na tym ma polegać. Ja na ten przykład znów wracam do pisania w sieci. Nie po to, by atakować milionami słów, ale po to, by przypomnieć sobie to, jak dobrze było kiedyś aktywnie pisać. To przyjemne, poniekąd. Móc podzielić się z ludźmi tym, co akurat widziałem/widzę bądź skonfrontować swoje zapatrywania na dalszy okres czasu. Dawno nie pisałem, a od pewnego czasu nosiłem w sobie głód wyrzucenia z siebie morza myśli, morza słów, które gdzieś tam mogłyby mi dać odetchnąć, a przy okazji pokazać innym osobom, jak widzę to, co nas otacza. Ludzkie zachowania, mniejsze bądź większe zwycięstwa życia codziennego, a w końcu to, jak moja osoba się zmienia z biegiem czasu. Co raz bardziej zabiegany, zaplątuję się w sidła muzycznego świata, ale czuję na kościach to, że można sporo tutaj jeszcze powiedzieć. Póki co jednak, kończę choć zapraszam serdecznie do odwiedzania tego małego skrawka sieci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)